Menu

JULINEK I SMA

Rok temu...

iki81

To był piękny poniedziałek. Słońce świeciło od samego rana. Prawdziwa wiosna. Jednak piękno tego poniedziałku spowodowane było również tym, że po tygodniowym leczeniu antybiotykiem Jula przespała całą noc, a rano obudziła się naprawdę w dobrym humorze. Jak co tydzień miała zajęcia z rehabilitantem. Jak co dzień obejrzałyśmy kilka filmów przyrodniczych. Chwilę nawet przysnęłam na siedząco przy jej głowie. Nikt by się nie spodziewał...

Po  południu przyjechała pani doktor. Po infekcji nadszedł czas na wymianę rurki. Nic wielkiego, standardowa procedura. Zwykle Julii nawet nie spadała saturacja przy tym zabiegu. Tym razem jednak zadziało się coś…

Coś tąpnęło, nawet do końca nie wiadomo co... Powikłanie, skutek uboczny wieloletniej wentylacji...? Coś... a potem odma. Nie udało się już przywrócić Julii oddechu. Zanim przyjechało pogotowie zapytałam: "Czy ją zabiorą do szpitala?" "Nie." "Czyli to już koniec" "Tak"... Pogłaskałam ją po twarzy i szepnęłam, że może już iść, że jest wolna. Odeszła szybko. Na jej twarzy nawet nie zdążył pojawić się grymas, który zwykle pojawiał się przy bólu. O 16:40 po raz ostatni uderzyło jej serce. 

Powietrze zgęstniało, zapadła cisza, czas się zatrzymał...

© JULINEK I SMA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci